Już 9 miesięcy z M.
Mam wielką potrzebę czynienia dobra, a jak już przychodzi co do czego, to wywalają mnie z budynku i mówią, że jestem za chuda. Nie chcę już nigdy przytyć.
W ten weekend trochę odpocznę. Może zrobię koronę z gałęzi nad swoim łóżkiem. Może będę leżeć na trawie i wsłuchiwać się w życie maleńkich stworzeń w niej ukrytych. Może poczytam o Rodii. Albo uwiecznię kilka chwil swoim Zenitem.
Chcę być piękna i mądra.
Nie podchodź tak blisko płomieni
Jeśli nie chcesz
W popiół się zmienić, proszę
(..)
I tak zaczyna się ta
Niewiarygodna historia
Choć ostrzegałam go
On płonął jak żywa
Pochodnia
(...)
Kochanie nie zbliżaj się
Kochanie ostrożnie
Nie prowokuj mych
Ust czerwieni
Nie sobie jesteśmy
Przeznaczeni
***
Chyba najlepsza chwila mojego życia. Był, według wielu, "za stary", ale było tak przyjemnie, tak namiętnie. Wiele razy wyobrażałam sobie jak facet gasi światło z niegrzecznym uśmieszkiem a potem przypiera mnie do ściany i całuje.
A potem on to wszystko spierdolił. Po co mnie tak wystraszył? Czy wszystko nie mogło się potoczyć powoli?
Szkoda, że się nie odzywa. Chciał, tak powiedziała Magda, ale ona zapomniała zostawić mu numeru do mnie i chyba pomyślał, że lepiej będzie mnie uchronić przed nim samym. Przynajmniej tak mi się wydaje. Sama nigdy się nie odezwę pierwsza. Nie jesteś dla mnie za stary, cholera, ale bardzo chciałabym, żebyś napisał. Wcześniej się bałam, ale już się nie bojęm to był błąd, kurwa. Ale się plączę.
***
I tak zaczyna się ta
Niewiarygodna historia
Choć ostrzegałam go
On płonął jak żywa
Pochodnia
Więc jaki sens
W kochaniu jest
Gdy wokół miejsca brak
Dla spalonych serc
Kochanie ty strzeż się, strzeż
Dlaczego wszyscy nie możemy być jedną wielką szczęśliwą rodziną i się kochać? Świat byłby taki piękny! - fajne Nadzieje, Nacia.
Martwię się o Kostka. Muszę z nim poważnie porozmawiać, żeby chociaż wiedzieć, czy mogę mu pomóc.
Popowicz zaprosił mnie, żebym poszła z nim na jakąś imprezę do jego koleżanki. Sama nie wiem, czy się zgodzić, z jednej strony poznałabym dużo osób z naszej szkoły, a z drugiej... Popowicz. O.o Może znajdę kogoś, kto by jeszcze poszedł ze mną.
Już we wtorek 15. Wena mnie opuściła, boję się, że nic z tego nie wyjdzie. Równocześnie drzemie we mnie nadzieja, że tego dnia nawiedzi mnie jakaś nieopisana siła dzięki której pisanie pójdzie gładko. Oj, tak.
Jeszcze nie prosiłam ojca o pozwolenie zostania w domu.
Rozmawiałam z nim. Powiedziałam mu, że to nie ma sensu.
"Wszystko, co po tym mamy, to blizny na psychice..."
Boże, mam wrażenie jakbym nie mogła się już nigdy w nikim zakochać.
Tonę w marzeniach. Sny, sny, sny, słońce, zielona trawa, zdrapany do połowy czerwony lakier na paznokciach, warkocz blond, garść świeżych jagód, truskawki, pościel w różyczki, tytoniowy dym, rażący flash aparatu, rzemyki na lewym nadgarstku, krótka spódniczka, moje ukochane gladiatorki, uśmiech, błyszczące jeziorko, bokeh, przyjaciele, kawusia, złoty łańcuszek. Tak. Chcę już wiosnę.
Pofarbowałam włosy, naładowałam się pozytywną energią a jutro do szkoły! Mam ochotę wyściskać parę osób. W sobotę idziemy z Madzią do klubu. W tygodniu spotkam się z Pauliną, Mateuszem, Justyną i może z Widi, o ile się odezwie. Matko, ale mi wesoło.
To koniec, jeżeli chodzi o Marcelinę. Jej tchórzostwo powaliło mnie na łopatki. Ta żałosna pseudoironiczna istotka nie była na tyle pewna siebie, by powiedzieć mi w twarz, że nie chce już mieć ze mną żadnego kontaktu. Postanowiła, że całą sprawę załatwi przez swoje małe przynieś-odnieś. Jak widać nawet kwestie rozwiązywania znajomości jej służba rozwiązuje za nią.
Nie mam zielonego pojęcia, co było powodem jej decyzji. Na początku strasznie mną to wstrząsnęło, teraz... zwisa mi to. Tyle osób już mi powtórzyło, że nie była mnie warta i że jest żałosna, że zaczęłam w to wierzyć. Przy okazji odkryłam, jak wspaniałych mam znajomych. Tuż po samym fakcie Kostek dużo mi pomógł, Dominika również. Widzieli, jak płakałam, to niestety gorsza strona całego zdarzenia. Miałam być przecież silniejsza.
Jestem zakochana. Na razie cieszę się tym, co mam, jednak to również boli. Chcę już się w niego wtulić, chcę żeby mnie pocałował. Ah, byłoby tak pięknie.
Straciłam wenę na pisanie książki, a to już we wtorek, cholera.
Im głębiej zanurzam się we wspomnienia, tym bardziej mam ochotę powtórzyć kilka strasznych czynów. To okropne, zupełnie jakby tamte miesiące niczego mnie nie nauczyły, poszły na marne... jednak chcę wspominać. Chcę pamiętać, co mnie spotkało i chcę to opublikować. Jeżeli do piętnastego marca nie zmienię zdania, zacznę pisać autobiografię. Mam ochotę już się za to zabrać, czuję w sobie ogromne pokłady weny!!! Żeby tylko się skumulowały, a nie odpłynęły na dniach...
Muszę zrobić jakiś plan wydarzeń, poukładać wspomnienia. Kiedy ostatnio pisałam coś takiego i publikowałam to na blogu, to przy następnym poście przypominało mi się, że zapomniałam wspomnieć o czymś ważnym. Tym razem nie mogę sobie na to pozwolić.
Przeczytałam stare posty na blogu Marceli. Przez rok moje odczucia wcale się nie zmieniły, poczułam ten sam ból jak w 2010. Muszę się z tym uporać. Jeszcze będę czytać stare posty ze swojego bloga, to będzie bolało bardziej. Ból zadawany samej sobie jest gorszy do tego, jaki zadają nam znajomi.
Miałam wczoraj straszną awanturę w domu. Ojciec pocisnął mi, jak tylko się dało, popłakałam się. Zawsze jest po stronie swojej kochanej żonulki. Nienawidzę jej, jest tylko zwykłą szmatą, która swoją wewnętrzną porażkę wyrzuca innym. Przegrała życie, poszła do jakiejś zjebanej szkoły, nawet nie wiem, czy była na studiach, a teraz co? Jest zasraną kurą domową która od czasu do czasu sprzeda jakiś nędzny obrazek za dwie stówy. Na co jej to wystarcza?
Oboje byli wczoraj pod wpływem alkoholu. Ograniczam picie, nie będę taka jak oni.
Uśmiech. Ileż emocji można wyrazić poprzez pojedyncze drgnięcie kącików ust. Słyszysz "uśmiech", myślisz "radość". Ludzie się mylą.
Jakże często oznacza on nic innego, jak "u mnie fatalnie, ratuj mnie". Uśmiechnąć się na zewnątrz, cierpieć w środku. Nie, naprawdę, wszystko w porządku. Dzięki za troskę.
Hej, spójrz na mnie! Podobasz mi się, wiesz? Nie mam odwagi zagadać, ale widzę cię i liczę, że twoja twarz przybierze zaraz ten sam wyraz, co moja. Tylko nie odwracaj wzroku... widzisz? Jak ładnie. Teraz mam nadzieję, że zagadasz. A jak nie, to liczę, że nigdy więcej się nie spotkamy.
Wspaniałe wspomnienie! I co z tego, że ludzie się gapią na mnie, jak na wariatkę. Wesoło mi w środku. Pamiętam ten twój wyraz twarzy, kiedy mówiłeś tamten dowcip. Albo to, jak wypierdoliłaś się zbiegając z górki, to było nierozsądne, ale z góry wyglądało zabawnie, przysięgam!
No nie, to są jakieś żarty. Albo inaczej - ośmioletnie dziewczynki zawalone torebkami z zakupami, kręcące dupą i łażące po Galerii Mokotów są żałosne, a nie zabawne. Marszczę brwi i uśmiecham się, znowu.
Powiedziałabym coś, ale nie wiem co. Mam nadzieję, że napięcie na mojej twarzy wystarczy. Zagiąłeś mnie tymi słowami, to było takie miłe... pewnie długo nie będę mogła zasnąć. Zakopię się w kołdrę i będę rozpamiętywać. Eh, ty.
Tak jak przewidywałam - zamiast spać tylko uśmiecham się do siebie jak głupek i wtulam się w kołdrę. Wyobrażam sobie, że to ty.
Jakoś to przeżyjemy, nie martw się! Od takiej błahostki jeszcze nikt nie umarł. I wiesz co? Kocham cię!
Tyle uśmiechów. Łatwo mnie zauroczyć jednym uśmiechem. Kocham uśmiech Marceli, Norberta, Adriana... pana Tomka. Tęsknię.
Jack Daniels.
Szkoda, że Dominika się obraziła. Być może woli teraz towarzystwo Aśki. Boli mnie trochę, że nie chce mi powiedzieć, co się dzieje, niby powtarza mi, że to tylko jej zły humor, a pięć minut później żartuje sobie z Aśką i Karoliną. Chciałabym wiedzieć, czemu już nie lubi ze mną rozmawiać.
Gadam na poważnie z Kostkiem. Zaskoczył mnie tym, co powiedział. Myślę, że teraz lepiej mi się będzie z nim rozmawiało.
Ja nie mogę, jaki mam ZAJEBISTY HUMOR! <3
Pojechałam więc do Justynki, oczywiście u niej był już Piotrek, no ale trudno. Trochę miałam stracha, w końcu nikogo poza ich dwójką nie znałam, ale poznałam ich i bawiłam się świetnie, yay! Spodobał mi się jeden jej znajomy :P
Wracając do domu stało się coś cudownego, nie wiem w zasadzie, czemu akurat tym razem tak mnie to podjarało: przystojny facet w autobusie uśmiechnął się do mnie <333 Często mi się to zdarza, ale zazwyczaj to jest tak, że obejrzy się, albo ja się szybko uśmiechnę, a tym razem było tak, że przyszłam na przystanek na pętli, on już tam stał, wymieniliśmy spojrzenia, a jak przyjechał autobus to usiedliśmy jakoś tak tyłem do siebie. I jak wysiadałam, to zerknęłam na niego, on na mnie, długo się gapiliśmy i na koniec na jego twarzy pojawił się taki delikatny uśmiech, myślałam, że UMRĘ XD <3 Gdybym się czerwieniła (a ja jeszcze w życiu się nie zarumieniłam, taką mam skórę), to pewnie już bym była czerwona, a tak to tylko uśmiechnęłam się i odwróciłam, potem znowu zerknęłam, znowu uśmiech XD Jak wysiadłam, to stanęłam z boku, żeby autobus przejechał, i jak odjeżdżał, to widziałam przez szybę, jak ten koleś jeszcze ogląda się na mnie i uśmiecha, CUDOOOO. Nawet nie wiecie, jak to podbudowało moją samoocenę XDD!
Wgl dzisiaj lustro na Młocinach w łazience usłyszało mój telepatyczny przekaz myślowy, kiedy się przeglądałam: "Koniec ze starą Olgą, zaczyna się nowa, pewna siebie Olga, która ma co robić w weekendy i rzadko bywa w domu!". Aaah, dawno tak produktywnie nie spędziłam weekendu. Prawie w ogóle nie siedziałam przy komputerze, bo nie miałam czasu, tylko dzisiaj rano troszkę dłużej, ale wtedy akurat robiłam notatki na sprawdzian z geografii.
Jutro będzie boski dzień, czuję to. I spiszę jutro jeszcze postanowienia na rok 2011, bo dopiero teraz przyszło mi do głowy kilka. Wszystkie napiszę po francusku, żebym mogła to bez skrępowania, że ktoś to przeczyta, powiesić sobie nad biurkiem. ŻYCIE JEST PIĘKNE, OŁ JEEE.